Czytaj, proszę bardzo!
lis4

www.wab.com.pl
Obok wielu publikacji, jakie codziennie ukazują się na rynku księgarskim, pojawiają się czasami książki, do których naprawdę warto zajrzeć. A Czytelnikom szczególnie lubiącym zaglądać w ludzkie dusze pod postacią (auto)biografii polecam Proszę bardzo autorstwa Andy Rottenbrg. Jest to wielowątkowa autobiografia, której autorka próbuje stworzyć drzewo genealogiczne swego rodu. Książka dedykowana jest wszystkim nieobecnym, to swego rodzaju hołd złożony przodkom (i nie tylko), których – ze względu na pochodzenie – los niejednokrotnie doświadczał w sposób okrutny.
Podczas lektury towarzyszymy autorce w licznych podróżach, których celem jest „dotarcie do korzeni”. Ale peregrynacje te (związane również z prowadzeniem bardzo intensywnego życia zawodowego) były swoistą ucieczką od rzeczywistości, w której trudno było szukać ukojenia. Wieloletnie zmagania z nałogiem syna Mateusza i jego więziennymi epizodami, a wcześniej samotne wychowywanie dziecka bez żadnego wsparcia ze strony męża Wu, którego również toczył robak nałogu (o tej personie otrzymujemy szczątkowe informacje, z jakich wyłania się obraz człowieka nieodpowiedzialnego i – mówiąc trywialnie – „nieżyciowego”, zepsutego poniekąd przez arystokratyczną manierę antenatów) – to wszystko trudno unieść na wątłych kobiecych barkach, ale przykład autorki pokazuje, że jednak można, niestety nie bez uszczerbku na zdrowiu.
Proza ta jest również próbą wyjścia z depresji, sui generis autoterapią, rozliczeniem się z przeszłością i samą sobą, podsumowaniem siebie jako – przede wszystkim – matki, która nie była w stanie zawrócić własnego syna ze źle obranej drogi, prowadzącej niechybnie ku autodestrukcji. Informacja o śmierci bliskiej osoby, dziecka (!), zawsze jest wstrząsająca, ale jakże trudne musiało być oczekiwanie na jakąkolwiek informację o losie syna przez dziesięć lat! Autorka opisuje te wszystkie lata psychicznej udręki, wizyty w kostnicach, by identyfikować zwłoki, które ciągle okazywały się „ciałami obcymi”. Mamy tu obraz przerażającej wręcz niefrasobliwości funkcjonariuszy policji, którzy dokonali wielu zaniechań podczas śledztwa w sprawie zniknięcia Mateusza. I z takim bagażem doświadczeń autorka potrafiła prowadzić czynne życie zawodowe (pełniła przecież funkcję dyrektora warszawskiej „Zachęty”)! Anda Rottenberg przyznaje jednak, że bez skrupulatnie dobranych medykamentów i regularnych wizyt u psychologa (m.in. u swej przyjaciółki Ewy Woydyłło) nie dałaby sobie z tym wszystkim rady.
Oprócz tragicznego wątku związanego z synem autorki, mamy w tej prozie świetnie nakreśloną historię rodu, znakomicie opisane sylwetki rodziców i perypetie małej dziewczynki, a później dorastającej Andy i całkiem już dojrzałej kobiety. Książka jest bogato ilustrowana zdjęciami bliższych i dalekich krewnych autorki, co również ocala ich od zapomnienia, a taki był – zdaje się – główny zamysł autorki. Biografiofilom i wszystkim miłośnikom dobrej prozy – polecam!