Rebellion Tour 2010
lut19
Jakiś czas temu wspominałam o imprezie pod szyldem Creative Act of Music Tour 2010. Czas zarezerwowany na koncerty z pewnością nie był czasem zmarnowanym, dostałam to, czegom chciała w postaci ożywczej porcji ciężkiej muzy, chociaż nie brakowało też pewnego zawodu, który był ściśle związany z występem Thy Disease – spodziewałam się pewnej maestrii z dodatkiem elektroniki, zdecydowanie zabrakło mi klawiszy, irytował mnie również guru-basista;) Ale poza tym małym zgrzytem ogólnie klub Madness opuściłam usatysfakcjonowana. Dość szczegółową relację z koncertu można sobie przeczytać tutaj.

A tymczasem zbliża się kolejna muzyczna eskapada w krainę nostalgii, mroku i zatracenia w otchłani dźwięków (miejmy nadzieję, że nie ostatnich;), jakie wydadzą z siebie bydgoska (bardzo zła;) Mala Herba, stołeczne Unquaduim i Dragon’s Eye, który udziela się w pewnym sensie również na literackiej niwie (zespół stworzył muzykę do komiksu Piotra Zwierzchowskiego „Świat kropli” wyd. Labirynt Boox), Vedonist, któremu trash/death metal jest chlebem powszednim, nieco łagodniejszy Darzamat z KATowic oraz gwiazda wieczoru – warszawski/e/a;) Hate. Wszystko to za sprawą muzycznego przedsięwzięcia sygnowanego jako Rebellion Tour 2010.
Dla mnie główny powód stawienia się 23.02.2010 we wrocławskim Madnessie to występ Darzamat, z którego twórczością spotkałam się już parę ładnych lat temu (album In the Flames of Black Art z 1997 roku). Dzisiejszy Darzamat odbiega nieco od klimatów z pierwszego albumu (zmiana żeńskiego wokalu zapewne miała w tym swój udział), chociaż to wciąż black metal, czyli jeden z ulubionych gatunków tutaj piszącej (tych gatunków jest jednak sporo;). Chętnie wysłucham również eksperymentów Mala Herba (przekonamy się, czy cito crescit
i Unquadium, bo przesłuchany dotychczas materiał wspomnianych kapel zrobił na mnie duże wrażenie. A jak zaprezentują się na scenie – obaczymy już w najbliższy wtorek.
Koneserom dobrych dźwięków polecam album wrocławskiej grupy HETANE o wdzięcznym tytule „Machines”. Jak sama nazwa albumu wskazuje, na krążku znajdziemy sporo „mechanicznych” industrialnych i mrocznych trip-hopowych akcentów, ciężkich riffów, klimatów rodem z Nine Inch Niles, Switchblade Symphony, Portishead (w każdym razie ja takowe zbieżności odczuwam słuchem mem absolutnem), dźwięków generowanych przez czterech enigmatycznych muzyków: Radka „Rada” Spaniera – czarującego elektroniką, Łukasza „Jelenia” Pola – pogromcy gitar i wirtuoza cytry, Janusza „Maliny” Malinowskiego – nadającego rytm całej sprawie, Remika „Rema” Karpienki – wiedzącego, jak użyć gitary basowej, by poruszyć czułe „struny” naszej duszy. Spośród gęstwiny soczystych dźwięków wyłania się niski tembr głosu Magdy Oleś, przeszywający do szpiku kości.