Najnowszy film Janusza Morgensterna to nietypowy moralitet. Kwestie etyczne są w nim stale obecne, jednak stanowią jedynie dalszy plan – na pierwszym znajdują się osobiste ambicje i  rozterki. Wielka historia wkrada się do życia bohaterów, niekiedy nadaje mu ton, ale głos decydujący należy do nich, przy czym  wpływają na niego również  mniej lub bardziej słusznie moralnie podszepty wynikające z prywatnych etyk.

W roli głównej – studenta polonistyki Kamila, zobaczymy Lesława Żurka, który swoja grą aktorską podkreśla cechę konstytutywną bohatera, jaką jest w zasadzie brak wyrazistej osobowości. Kamil zawsze zostaje w pół kroku między sprzecznymi racjami, nie wadzi się z losem ani z sytuacją polityczną, asekuruje się, by nie wziąć na siebie pełnej odpowiedzialności. Jego „nieokreśloność” sprawia, że chociaż chwilami widz go potępia, to ostatecznie ma dla niego dużo wyrozumiałości, podobnie jak reżyser.

W roli rodziców Kamila zobaczymy wspaniałego Janusza Gajosa, grającego nawróconego przyjaciela systemu, który doskonale czyta nastroje społeczne i chętnie im przyklaskuje, manifestując przynależność do tego, co cenione przez puste gesty i rytuały oraz Annę Romantowską – jej bohaterka, to kobieta pozostająca na krawędzi, rozdarta między krytyczną moralną oceną męża a miłością do rodziny.

W pozostałych rolach wystąpiły między innymi Tamara Arciuch i Magdalena Cielecka. Ich kreacje są ciekawie i oryginalne, jednak ze względu na być może nurt opowieści, nierozbudowane.

„Mniejsze zło” to opowieść o chłopcu, który chciał być kimś – poetą, pisarzem, a później już tylko w miarę przyzwoitym człowiekiem. Chociaż plakat sugeruje trójkąt miłosny – film Morgensterna to raczej dramat obyczajowy niż melodramat. Dla mnie największym atutem filmu było to, co inni mogą uważać za jego słabość- pewna „literackość” postaci, umowność przedstawionego świata, szkicowość – niekoniecznie schematyczność fabuły. W „Mniejszym złu” wiele się dzieje, jednak daleko do prawdziwych dramatów i prawdziwego zła. Paradoksalnie, szkicowość ta sprawia, że do bohaterów nam bliżej, ponieważ wydają się dość codzienni, przeciętni, niekiedy zabawni w swoim umiłowaniu symboli i przywiązaniu do swoich powierzchownych przekonań czy wyobrażeń. Polecam „Mniejsze zło” wszystkim zainteresowanym filmami poruszającymi problem kondycji ludzkiej w mniejszej a przez to bliższej perspektywie, jak również tym, którzy o złu prywatnym chcą snuć refleksje także w kinie, przyjmując jako punkt wyjścia jak i cel tych przemyśleń człowieka a nie zło (co wydaje się, że miało miejsce w „Domu złym”).

zdjęcie za www.vision.pl